Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
[002] kaka-saku-ai

Oceny dla wszystkich o wszystkim

.:: Licznik ::.
17554

.:: Księga 6::.
Dodaj do Księgi
Księga Gości

.:: Profil ::.




Dodaj do Ulubionych

.:: Archiwum ::.

2012
Sierpień
Lipiec


.:: Ulubieni ::.




.:: Linki ::.


Regulamin
Oceniający
Kolejka
Kryteria
Pytania, żale, prośby
Rekrutacja - OTWARTA
Zgłoś się!

.:: Opis ::.


Z chęcią ocenimy wszystkie blogi zaczynając od A do Z. Więcej dowiecie się wyżej. :)


Strona Główna

[002] kaka-saku-ai

Coś od rana nie mam humoru... Nie mam pojęcia czemu. Może to z powodu zmiennej temperatury? Wczoraj ludzie chodzili w kurtkach, a dzisiaj grzeje słońce...  Ale nie czas teraz na głupoty. Chciałabym serdecznie powitać nowa oceniającą - Kimiko! Mam nadzieje, że będzie nam się dobrze współpracować.. Teraz zobaczmy, co do zaoferowania nam ma panna Zajebiaszcza.



Adres bloga

Czasami po przeczytaniu czegokolwiek, do głowy przychodzą nam rożne myśli. Tak tez może być w przypadku innych ludzi, którzy mieli przed oczami adres Twojego bloga. Większość pewnie pomyśli, że są to słowa nieistniejące w żadnym języku. Jednak takie osoby są w błędzie. Otóż interesuje się przeróżnymi anime, a w tym miedzy innymi Naruto. Co oznacza "kaka" oraz "saku"? Są to skrócone formy imion dwójki bohaterów z wyżej wymienionego anime. Za to "ai" oznacza nic innego, jak miłość. Zatem można stwierdzić, że będzie to opowiadanie miłosne. Adres jest krótki i według mnie łatwy do zapamiętania. Nie mam żadnych zastrzeżeń.

Liczba otrzymanych punktów: 5/5

 

Pierwsze wrażenie

Po wejściu na bloga w oczy rzuca się dużo rzeczy. Między innymi dwa obrazki pod nagłówkiem, przez które mnie odrzuciło. Dodatkowo po prawej stronie widać dwie belki, które dają wrażenie, że na blogu panuje bałagan. Jednak przekonamy się za moment. Pod nagłówkiem znajduje się dużej czcionki napis, który również mnie odrzucił. Takie informacje powinny znajdować się w notkach, a jak nie, to chociaż mniejszymi literami gdzieś z boku... No cóż...

Liczba otrzymanych punktów: 2/10


Szablon

Po zjechaniu niżej muszę niestety stwierdzić, że stan bloga przeraził mnie. Jest tu straszny bałagan, który trzeba posprzątać. Po pierwsze proponowałabym stworzyć jedno wielkie menu, w którym byłyby podstrony z mini słowniczkiem, opisem o Tobie, linkami, zdjęciami oraz przeróżnymi innymi dodatkami, jakie tylko byś chciała posiadać na swoim blogu. Według mnie pierwszy obrazek z góry po lewej stronie jest w ogolę nie potrzebny. Jest on strasznie odpychający. Tak samo baner. Dlaczego aż taki duży ? Drobna rada - stwórz lub zamów nowy, ale o wiele mniejszy i umieść go gdzieś z boku. Widzę, że piszesz długie notki. Nie sadzisz, że lepiej wyglądałoby to, gdyby na stronie głównej znajdowała się tylko jedna notka? Mam również jedno pytanie... Skoro masz szeroka listę, to poco Ci belka "ostatnie posty"? Powinnaś ją usunąć. Statystykę z samego dołu przeniosłabym na sam początek. No nic, co mogę więcej powiedzieć... Jedynie dobre jest to, że czcionka jest czytelna. Jednak nie mogę dać za dużo punktów, przykro mi.

Liczba otrzymanych punktów: 5/20

 

Treść

Mam nadzieje, że tutaj autorka mnie zaskoczy i nie będzie aż tak dużo błędów. Lecz przekonajmy się... Chciałam jeszcze dodać, że notki XLV nie będę oceniać, ponieważ nie chciała się załadować. Zamiast niej ocenie rozdział XLIV. Zgodnie z regulaminem oceniam tylko i wyłącznie jedną notkę, ponieważ są one długie.

 

Rozdział XLIV

 

Kakashi zamarł w progu, oszołomiony patrzył w zielone oczy szukając w nich błysku rozpoznania.

 (Proponowałabym wstawić kropkę i zacząć nowe zdanie)

 

Nie doczekał się go. Tępy ból w klatce piersiowej zaparł mu dech. Nie pamięta.

- Sakura? – Tsunade z troską położyła dłoń na ramieniu dziewczyny. – Nie pamiętasz go?
Haruno zaprzeczyła ruchem głowy, przyglądając się bacznie szarowłosemu. Dzieci w jej ramionach czując napięcie panujące w pokoju, podniosły się z łóżka chorej i stanęły przy nim niepewnie.

(Niepotrzebny przecinek)

 

Naruto patrzył z przerażaniem na Tsunade i Hatake, jak powiedzieć Sakurze, że mężczyzna w progu, to ojciec jej dzieci, jej ukochany... to tak cholernie skomplikowane...

- Sakura, posłuchaj... muszę ci coś powiedzieć... – zaczął Naruto niepewnie.
- Ja to zrobię, Naruto. – wtrąciła się rzeczowo Tsunade. – Sakura. To jest Hatake Kakashi. Mówi ci coś to nazwisko?

(W pierwszym błędzie radze zacząć nowe zdanie. Dalej brak przecinka. Po kropkach nowe zdanie z dużej litery, "muszę" również z dużej litery, powtórzenie)

 

- Nie... – zaprzeczyła różowowłosa. – Czemu macie takie przerażone miny? Czy to ktoś ważny? Jakiś dostojnik? Pan feudalny?
Tsunade przysiadła na skraju łóżka, łapiąc dłonie Sakury w swoje własne.
- Och skarbie... zacznijmy od rzeczy mniej drastycznych. – zaczęła delikatnie wypytywać Sakurę o osoby znajdujące się w sali, następnie o jej przyjaciół, uczniów, zdarzenia z życia.

(Brak dużej litery)

 

Pamiętała wszystko i wszystkich, z wyjątkiem Kakashiego. Zupełnie jakby wyparła jego osobę ze wszystkich wspomnień. W czasie ich rozmowy Sasuke wraz z Sumi wyprowadzili oszołomionego Hatake z pokoju.

(Brak przecinka. Da się "wyprzeć" jakaś osobę ze wspomnień?)

 

Mężczyzna był bliski załamania, na usilne nagabywania przyjaciół zgodził się oddać dzieciaki w ich opiekę na dzień dzisiejszy.

(Proponuje nowe zdanie. "Nagabywanie", a nie "nagabywania". Powinno być "pod ich opiekę")

 

Toshiko po wcześniejszym porozumieniu z Tsunade podała szarowłosemu środki uspokajające, dzięki którym mógł zaznać trochę snu. Skutki misji, długotrwały stres, nagły fakt posiadania dzieci, a teraz TO. Jego psychika słabła z każdą nową rewelacją.

(Brak przecinka)

 

- Sakura. Pamiętasz w jakich okolicznościach Sasuke wrócił do Wioski? -
Haruno ze spokojem opisała całe wydarzenie. Wszystko się zgadzało. Pozostała tylko jedna wątpliwość.

(W tym przypadku ciągniemy zdanie dalej. Brak myślnika)

 

- Gdy byliście dzieciakami. Ty, Naruto i Sasuke należeliście do Drużyny 7. Pamiętasz, kto był waszym senseiem?
- Oczywiście! Co to za głupie pytania? Czy coś mi jest? Po co te wszystkie pytania?
- Próbujemy coś ustalić. Więc? Kto was uczył?
- Yamto-sesnei. – ostatni promyk nadziei zgasł po tych słowach.

(Ciągniemy zdanie dalej, cyfry piszemy słownie, brak przecinka, powtórzenie słowa "pytania", błąd w pisowni, powinno być "Yamato", a nie "Yamto")

 

- Sakura. – zaczęła Tsunade poważnie. – Nie ma delikatnych słów, by to przekazać. Masz zanik pamięci, twoja amnezja ogranicza się do jednej osoby.
- Do tego mężczyzny, prawda? Miał taką... dziwną minę... i wy też... Kim on jest? Kim on jest dla MNIE?

Naruto wraz z Tsunade zaczęli delikatnie opowiadać o Kakashim. Uświadomili jej, że to on był nauczycielem Drużyny 7, po powrocie dziewczyny do Wioski ochraniał ją, a w międzyczasie „coś zaiskrzyło” między nimi... wynikiem tego są dzieci...

(Powtórzenie słowa, brak przecinka, cyfry piszemy słownie. Po cyfrze siedem zaczynamy nowe zdanie. Po kropkach z dużej litery)

 

Najgorszym momentem było opowiedzeniem jej o misji Hatake i traumie, jaką przeżyła na wieść, o jego rzekomej śmierci. Pamiętała te wspomnienia... owszem, lecz w jej zmodyfikowanych wspomnieniach zapisały się one całkiem inaczej.

Pamiętała swój powrót do Wioski, lecz według niej ochraniał ją ktoś z ANBU... z maską, bo nie pamiętała twarzy, swoją traumę uważała za depresję związaną z wojną i porodem.

(Powtórzenie słowa, brak przecinka, drugi przecinek nie potrzebny, "z maską" z dużej litery, po "twarzy" kropka i zaczynamy nowe zdanie)

 

- Więc... więc to wszystko było przez to, bo myślałam, że nie żyje... – ciągnęła temat Sakura. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej o łączących ją stosunkach z Kakashim.

(Brak przecinka)

 

- Tak.
- A on... dawno... dawno wrócił do Konohy?
- Parę miesięcy temu.
- Nie wygląda za dobrze...
- To przez stres. Widzisz, on nie wiedział o dzieciach, dopóki nie wrócił.
Zszokowana Sakura spojrzała na nich.

(Brak przecinków)

 

- I zajął się nimi... tak po prostu...
- Wiesz... przeszedł nad tym do porządku dziennego bardzo szybko.

(Nie rozumiem ani trochę tego zdania. Dodatkowo "przeszedł" powinno być z dużej)

 

Podejrzewam, że nawet nie myślał o innych rozwiązaniach. Teraz mieszka w twoim domu, by być bliżej dzieciaków. W sumie mieszka tam od powrotu. Pewnie chodziło też o ciebie? – zakończył niepewnie Naruto.

(Powtórzenie słowa, brak przecinka, niepotrzebnie wstawiony znak zapytania)

 

- Kocham go? – zapytała cicho patrząc na pościel.
- Kochana. – powiedziała cicho Tsunade. – Nigdy nie słyszałem na głos o twoich uczuciach odnosicie Kakashiego, ale coś między wami musiało być.

(Wydaje mi się, że Tsunade to kobieta, więc błąd w pisowni. "Odnosicie"? Powinno być "odnośnych")

 

Macie przecież dzieci. No i gdybyś nic do niego nie czuła, nie przeszłabyś tej traumy. A to, że wyparłaś go ze wspomnień również jest dowodem.

(Brak przecinka. Proponuje rozpocząć nowe zdanie, nie można "wyprzeć" wspomnień)

 

Trochę namieszał w twoim życiu. Jesteś przestraszona. Podatna na zranienia. Ale to minie. Przypomnisz sobie. -
Różowowłosa skinęła delikatnie głową.

Przypomniała sobie sylwetkę mężczyzny. Był wychudzony, a zmarszczki na jego twarzy wyglądały na nowe. Mimo oznak stresu i zmęczenia musiała przyznać, że był... przystojny.
- Chciałabym się położyć. – szepnęła.
Tsunade pogładziła ją delikatnie po głowie.
- Prześpij się dziewczyno. To był dla ciebie niezły szok. Porozmawiamy jeszcze. Naruto, skoro jestem w Wiosce, złożę ci raport osobiście.
Naruto otworzył drzwi i gestem wskazał Tsunade by szła pierwsza:
- Za tobą babuniu. – rzucił z szelmowskim uśmieszkiem.
- Impertynent. – parsknęła przechodząc obok młodzieńca.
- Prześpij się. Nie martw się na zapas. Odpoczywaj. – powiedział cicho w stronę Sakury i mrugnął do niej okiem.

(Brak myślnika, powtórzenie słowa, brak przecinków)

 

~*~



           Tasuki siedział w swoim nowym gabinecie zerkając co chwila na zegarek.

Dziś był jego pierwszy dzień oficjalnej pracy w Klinice. Shigeru bez problemu znalazł mu gabinet w którym przyjmował chorych, przyjrzał się dokładnie wynikom szkoleń, pokazał nowe szklarnie, w których hodowano zioła i odesłał od razu do Hokage.

(Powtórzenie, literówka, tu powinno być nowe zdanie, brak przecinka)

 

Po zatwierdzeniu i odpowiedniej notce do akt, zaczął pracę dzisiejszego ranka. Dzień był spokojny. Parę zatruć pokarmowych, niegroźne stłuczenia wśród dzieci z Akademii, reumatyzm babuleńki i porządne przeziębienie u młodej dziewczyny. Najgorszym przypadkiem był jeden z ANBU, który przyszedł z paskudną, jątrzącą się raną. Zaradził temu prostą maścią oraz naparem ziołowym. Prosty dzień. Idealny dzień, by odnaleźć się po powrocie. Teraz odliczał czas do końca dyżuru i zastanawiał się, czy jego przyjaciel pojawi się na kontroli. Z wybiciem 16 wstał gwałtownie z okrzykiem:
- Palant!

(Brak przecinków, powtórzenie, cyfry piszemy słownie)

 

Pakując do podręcznej torby najpotrzebniejsze rzeczy złorzeczył niebiesko-włosemu, nie przebierając w słowach. Nie zdejmując nawet białego kitla lekarskiego ruszył żwawo przez ulice Konohy do mieszkania Manabu. Łudził się, że sam będąc medic-ninem Yuji zrozumie jak niebezpieczna jest rana głowy. Powinien zjawić się rano! RANO! Ran głowy nie można zaniedbywać! Idąc nadal go przeklinał, dopóki pewna myśl dosłownie nie wmurowała go w połowie kroku. Stanął nagle, powodując zamieszanie na drodze, gdyż parę osób wpadło na siebie próbując go wyminąć. TO Z NIEGO BYŁ PALANT! Wczoraj Manabu zachowywał się normalnie. Ale to była rana głowy. GŁOWY! A jeśli dostał wstrząśnienia mózgu? Jeśli zasłabł? Dowiedział się od ojca, że ojciec Manabu przebywa na stałe w Sunie jako ambasador i chłopak mieszka sam. Jeśli coś mu się stało, jak niby miał dostać się do Kliniki? Powinien zostawić go na obserwacji w Klinice! Złorzecząc teraz na siebie, Tasuki ruszył niemal biegiem do mieszkania przyjaciela. Powodowany pędem wpadł na twarde drewno drzwi. Zamroczyło go na chwilę, otrząsnąwszy się jednak szybko, zaczął walić pięściami o deski powodując ich ponure skrzypienie.

(Powtórzenia, brak znaku zapytania. Po "normalnie" proponuje ciągnąc zdanie)

 

- MANABU! MANABU YUJI OTWÓRZ DRZWI W TEJ CHWILI! – ryczał niczym raniony lew. „Błagam, otwórz. Błagam otwórz... błagam... błagam...” myślał gorączkowo. Biorąc kolejny głęboki oddech, zaryczał przeciągle – YUUUUUUUUUUUUJJIIIIIII! – przechodzący ludzie patrzyli na niego, jak na wariata, mimo białego płaszcza, ewentualnie podśmiewali się cicho pod nosem.

(Powtórzenie, brak przecinków. Zamiast "mimo białego płaszcza" napisałabym "mimo to, że był ubrany w biały płaszcz")

 

Drzwi otworzyły się nagle, a niczego niespodziewający się Tasuki z impetem runął do przodu, potknął się na progu i w wyniku czego przekoziołkował niewielki korytarz, by ostatecznie zjechać po ścianie na podłogę.

(Brak przecinków, aby te zdania wyglądały tak, jak wyglądają, proponuje dodać "a" oraz "i")

 

- Tsk... aj aj aj... – zasyczał z bólu.
- Czemu, do jasnej cholery, zawdzięczam tę... napaść? – zapytał rozwścieczony Yuji, pocierając zaspaną twarz, patrzył z jawną wrogością na ognistowłosego. Fukuroda niezgrabnie podniósł się z ziemi, chwycił w obronnym geście swoją torbę - którą przezornie postawił na progu nim zaczął „subtelnie” domagać się wejścia – i  trzasnął drzwiami.

(Po "Yuji" według mnie powinnaś rozpocząć nowe zdanie. Po "twarz" niepotrzebny przecinek)

 


- Nie stawiłeś się na kontroli. – powiedział ochrypniętym od krzyku głosem, jednocześnie dźgając oskarżycielsko Manabu w pierś. – Przyszedłem zobaczyć, czy nie byłeś tak uprzejmy i nie wykrwawiłeś się w samotności.
- Jeśli tak zachowujesz się w stosunku do pacjentów, to nie dziwota, że nie stawiają się na kontrolach, co?
- Haha... normalnie poszczałem się ze śmiechu.

(Brak przecinka)

 

Manabu przyjrzał mu się sceptycznie i westchnął przewracając oczami:
- Nie zrobiłem tego specjalnie. Zasnąłem. Nie wiedziałem, że to już ta godzina.
Tasuki popatrzył na niego spode łba, mrużąc oczy.
- No doooobra. – odchrząknął. Tak się przejmował tym durniem, że aż zdarł sobie gardło.
- Chodź do kuchni. Przez te twoje pożałowania godne ryki masz pewnie gardło w strzępach. Zrobię ci herbaty z miodem.
Czerwień, która zalała policzki Tasukiego idealnie zgrała się z kolorem włosów.

(Powtórzenia)

 

           Zamiast od razu wziąć się za badanie, Fukuroda dał się namówić na wspomnianą herbatę, od słowa do słowa przeszli do przyjacielskiej rozmowy takiej, jakich w przeszłości prowadzili tysiące. Siedząc w kuchni plotkowali wesoło o minionych latach, wspólnych przyjaciołach oraz swoich przeżyciach podczas wojny.

(Po "herbatę" nowe zdanie, niepotrzebny przecinek)

 

W międzyczasie Fukuroda zdjął swój kitel, pod którym nosił swój zwyczajowy bezrękawnik, odsłaniając tym samym blizny na prawej ręce.
- Uuu... wyglądają boleśnie. – Manabu odruchowo dotknął blizn i przejechał po nich delikatnie ręką. – Co ci się stało?
Tasuki parsknął w herbatę i opowiedział kumplowi dość... dziwną przygodę o złośliwych pędach.
-... i gdy je rozciąłem wyleciało z nich takie oślizgłe, kleiste, zielonkawe... coś?... gówno normalnie, śmierdzące gorzej, niż wiadro pomyj... miałem to wszędzie! We włosach, na ubraniu i kurwa... połknąłem to świństwo... smakowało gorzej, niż pachniało... – podczas opowieści Yuji, ten wiecznie poważny Yuji, zwijał się na stole ze śmiechu, ocierając łzy rozbawienia - ... ale to nie było najgorsze!
Manabu spojrzał na niego z niedowierzaniem, czknął i zapytał drżącym głosem:

(Brak przecinków, powtórzenia, po "coś" zaczynamy z dużej litery. Jak można parsknąć w herbatę?)

 

- Co... co jeszcze... mogło się stać... ze zwykłą... zwykłą... roślinką...
- Zwykłą roślinką! Zwykłą roślinką! – zawołał oburzony. – To cholerstwo wypuściło te... te... pędy, złapało mnie za rękę i bark i podniosło do góry! Znów się nałykałem tego gówna! Nie dość, że w chwili, w której to coś dostało się do moich ust zarzygałem Kirino-sensei, który nawiasem mówiąc nie bardzo mnie lubił, to w następnej, straciłem przytomność i spadłem wprost na niego łamiąc mu nos i babrając się we własnych rzygowinach! To zielone cholerstwo ma w swoich sokach coś nasennego. Spałem przez TRZY dni! Ponoć to uratowało mi dupę przed Kirino! – skończył oburzony.
Yuji ściskając się za brzuch skulił się na krześle i dosłownie rżał ze śmiechu.
- Cieszę się, że bawi cię moje bolesne przeżycie. Od tych pędów zostały mi właśnie te blizny. – sapnął naburmuszony Tasuki.
- Wybacz. Wybacz! – Manabu wyprostował się gwałtownie i spojrzał rozbawiony na przyjaciela. Tasuki nagle wyciągnął rękę w kierunku jego twarzy, zaskoczony Yuji pomyślał, że mu się oberwie za naśmiewanie się z kumpla.
- Przez twój CHICHOT rozwiązał ci się cały opatrunek. – powiedział rzeczowo Tasuki, trzymając koniec bandaża tak, by nie wpadł do kubka niebieskowłosego. – W sumie, dobrze byłoby się tym zająć, bo po to tu przyszedłem, nie?

(Brak przecinków, po "twarzy" nowe zdanie z dużej litery)

 

Manabu niemrawo skinął głową, czując na policzku ciepło promieniujące z opalonej ręki chłopaka, oraz delikatny zapach jego ciała.
Tasuki popatrzył dziwnie na szkliste oczy Yujiego, uśmiechnął się pod nosem i wstał gwałtownie, stając za chłopakiem i sprawnymi ruchami rozwijał bandaż.
- Hmm... myślę, że nie będzie problemu. Masz mały stan zapalny, ale będąc świadkiem wczorajszej szamotaniny, wcale się temu nie dziwię... nie ma ropy, a opuchlizna jest mniejsza niż myślałem... Em... Yuji?
- Taaa...? – zapytał cicho.
- Tylko się nie obraź, dobra? Wiesz, skoro tu jestem, a i tak za chwilę zabandażuję ci na nowo łepetynę, to może najpierw pomógłbym ci umyć włosy co?

(Brak przecinków, powtórzenia, przecinek przed "wcale" nie potrzebny)

 

Manabu odwrócił się nieznacznie i z błyskiem w oku rzekł:
- Lekarz i fryzjer w jednym? Co masz jeszcze w swoim pakiecie? Masaż?
Tasuki prztyknął go w ucho. Mocno.
- Nie kretynie! Robię to jako twój kumpel! Debil. Po za tym wątpię, żebyś odpowiednio uważał na ranę podczas mycia.
- Dobra, pojąłem aluzję. W sumie nie głupi pomysł... – bąknął cicho pod nosem, czerwieniąc się lekko.
Przeszli do łazienki. Tasuki ustawił krzesło oparciem do umywalki i usadziła na nim Yujiego.

(Brak przecinka)

 

- Zdejmij koszulę, albo przynajmniej okryj się ręcznikiem, bo się pomoczysz. Jeszcze tego brakowało, żebyś się przeziębił. -
Z każdą chwilą rumieniec Manabu nabierał głębi. Nie wiedział czemu tak reagował, propozycja Tasukiego wydawała się całkiem... logiczna... więc czemu... !...

(Niepotrzebny przecinek przed "albo". Brak przecinka oraz myślnika. Po "reagował" nowe zdanie. Znak wykrzyknika powinien znajdować się na końcu, dodatkowo wielokropek składa się tylko i wyłącznie z trzech kropek)

 

Poznał odpowiedź w chwili, gdy Fukuroda ruchem delikatnym, tak dziwnie nie pasującym do jego męskiej, żywiołowej natury, dotknął skóry jego głowy. Czuł, jak palce delikatnie ją masują, ochraniając jednocześnie ranę, jak prześlizgują się między włosami. Westchnął cicho, mając nadzieję, że Tasuki nie usłyszał tego, lub wziął za zwykłe, zirytowane sapnięcie. Subtelna pieszczota skończyła się stanowczo za szybko, Yuji był tym faktem poirytowany, choć nie zdawał sobie z tego sprawy. „Totalnie mi przy nim odbija.”  pomyślał cierpiętniczo, gdy Fukuroda delikatnie wycierał mu włosy. Ostatni raz, łapczywie wciągnął powietrze chcąc poczuć zapach chłopaka. Nie wiedział kiedy będzie miał kolejną szansę by być tak blisko niego.

(Brak przecinka, przecinek przed "lub" niepotrzebny. Skoro przed "powiedział" dałaś kropkę, to owe słowo z dużej litery)

 

- No! – mruknął zadowolony Tasuki. – Zniosłeś to bardzo dzielnie. – zachichotał. – Zaczekam chwilę, aż włosy wyschną i założę odpowiedni opatrunek, tymczasem, trzymaj na niej tą gazę. – podał mu sterylny kawałek materiału. – A skoro zabawiłem się już w fryzjera, to równie dobrze mogę teraz pokucharzyć, a potem będę znów lekarzem.
- Tasuki... – zaczął niepewnie Manabu.
- Nie idioto, masażu nie oferuję! – krzyknął patrząc na jego dziwną minę spode łba. - Co? Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że masz inne zajęcia! Nie ma mowy, nie możesz nigdzie się ruszać z tym sitem zamiast czerepu.
- To nie tak... ja, znaczy się... nie musisz gotować...

(Brak przecinka. Jeżeli to zdanie ma tak wyglądać, jak wygląda, to proponuje dodać zaimek razem z przecinkiem)

 

- Słuchaj palancie. Pofatygowałem się tu, przez co straciłem część dnia, a na plotach straciłem kolejną jego część. Równie dobrze mogę go poświęcić jeszcze trochę, nim opatrzę ten krater w twoim łbie, a że nadużywam twojej gościnności... – zakaszlał, maskując chichot. - ... odwdzięczę się przynajmniej tak. Więc usadź swoją irytującą osobę na kanapie i odpoczywaj. – na końcu mruknął tylko cicho. - Po za tym... sam jestem głodny.
Nie miał wyboru musiał się zgodzić. A choć czynił to z ociąganiem... w głębi duszy tańczył z radości.

(Brak przecinka. Po "zgodzić" proponuje dalej ciągnąć zdanie)

 

 

~*~



           To była karma. Tak! To zdecydowanie karma. Złe fatum. Los. Przeznaczenie. To całe gówno, które składa się na tasiemiec zwany ŻYCIEM. Nazwij to jak chcesz... wynik był ten sam. Odkąd wrócił z tej samobójczej misji, wszystko się pieprzyło. Jego kobieta miała traumę i panikowała na jego widok, został postawiony przed faktem dokonanym w formie bliźniaków... choć ze szczerością musiał przyznać, że akurat dzieciaki były tą dobrą stroną losu... ale idąc dalej... śmierć koleżanki, jego problemy ze snem, a co za tym idzie z równowagą psychiczną, a gdy już był tak blisko, dosłownie o włos od pojednania, od wyznania, od wszystkich tych dobrych rzeczy... TRACH... opatrzność wpierdoliła swoje trzy grosze, uderzając tam, gdzie bolało najmocniej, rozdzierając serce i umysł...
ale cóż to?

(Brak przecinków, tam powinno być "tasiemca zwanego", a nie "tasiemiec zwany". Słowa "ale" i "śmierć" powinny być z dużej litery)

 

...po złych chwilach pora na nadzieję, już masz w zasięgu wzroku szczęśliwy finał, znów myślisz o tych wszystkich puchatych, milusich uczuciach, które wylewają się każdym porem z twojego ciała, chcesz dać im upust, już się do tego zabierasz i... TRACH!! TRACH!!! BAM!!!... cios mocniejszy, niż pozostałe. Spycha cię z powrotem na dno piekieł, byś męczył się PONOWNIE, z rozdrapanym sercem i umysłem... Jebana opatrzności... jebany losie... jebane ŻYCIE... O tak, nic niepozorny człowieczku... połechtam cię czymś miłym a później, jednym, celnym uderzeniem wydrę ostatni oddech z twoich płuc... możesz usłyszeć ten szaleńczy śmiech losu? Ten rechot fatum? Złowieszczy chichot przeznaczenia?

("Po" z dużej litery. Brak przecinków. "Możesz" również z dużej. Po "pozostałe" kropka i nowe zdanie z dużej litery)

 

Mężczyzna krążący po pokoju słyszał go cały czas. W jego głowie, pod zwichrzoną szarą czupryną, ten irytujący hymn tryumfu osiągał swoje apogeum. Każdy ton przeszywał serce niczym sztylet, każda nuta wstrząsała ciałem, każda kolejna salwa wywoływała zimne poty na całej skórze. Słyszał je doskonale, słyszał je od momentu, gdy zielone oczy spojrzały na niego ze strachem. Słyszał je od chwili, gdy został nazwany „panem”. Od momentu... gdy go nie poznała...
Nie pamiętała go...
Nie chciała pamiętać...
A to bolało...
Tak cholernie bolało...
           Kakashi bezradnie szarpał kosmyki włosów... przemierzył pokój gościnny już kilkadziesiąt razy... Nie umiał sobie z tym poradzić. Właśnie wrócił z rozmowy z Tsunade, która wyjaśniła mu stan zdrowia Sakury. Myślał... nie... miał nadzieję! Że po tej rozmowie odetchnie. Że to stan przejściowy. BA! Modlił się, do wszystkich znanych mu bóstw, by był to kiepski dowcip jego ukochanej. Płonne nadzieje... Nie pamiętała go... nie chciała pamiętać...
A to bolało...
Tak strasznie... strasznie bolało...

Kakashi zapłakał.

("Przemierzył" z dużej litery, brak przecinków. Po "nadzieje" ciągniemy dalej zdanie, tak samo po "odetchnie")

 

~*~

 

           Podszedł cicho do stojącej w progu sylwetki, objął ją ramionami i pocałował delikatnie w odsłoniętą szyję.
- Zasnęły? – zapytał szeptem.
- Dopiero co. Czują, że coś się dzieje. – objęła się ciaśniej ramionami i wzdrygnęła. – Jak myślisz, co się teraz stanie?
- Nie wiem. – mruknął cicho Sasuke. – Byłem przy tym jak Tsunade tłumaczyła Kakashiemu jej stan zdrowia. I przypuszczenia, dlaczego go nie pamięta. – westchnął ciężko, przyciągając do siebie mocniej Sumi. Chciał poczuć jej ciepło, by wyzbyć się smutnych wspomnień. – Kakashi. On... był zdruzgotany. I jeszcze... Tsunade nie wie co może oznaczać Akihito.
- Przecież to imię tego mężczyzny, który... – zmarszczyła czoło, myśląc intensywnie.

(Niepotrzebnie wstawiona kropka, mogłaś zdanie ciągnąć dalej. Brak przecinków)

 

- Tak wiemy. Ale chodzi o to, że już drugi raz widziała go, gdy była nieprzytomna.
Wycofali się cicho z pokoju, w którym spały dzieci i usiedli w kuchni, nadal trzymając się w objęciach.
- Jej smutek musi być równie wielki, skoro widzi go we wspomnieniach.
- Tak. Najdziwniejsze jest to, że on zawsze pomaga. – opowiedział jej tą samą historię, którą Tsunade usłyszała od Sakury. Wszystkie zdarzenia jakie miały miejsce w jej podświadomości, a także bezskuteczne próby dostania się do tajemniczego pokoju.
- ...na końcu powiedział, że musi GO sobie przypomnieć. Teraz już wiemy, że chodziło o Kakashiego.
Sumi wtuliła się mocniej w Sasuke, kładąc głowę na jego ramieniu, wciągnęła mocno jego zapach.

(Brak przecinków. Ja bym tam napisała "oraz wciągając mocno". Brzmi według mnie lepiej)

 

- Nie wyobrażam sobie przez co musi teraz przechodzić. Biedaczek.
- Sumi... czy to prawda? Czy możliwa jest taka amnezja, która wypiera tylko jedną osobę?
- Jak najbardziej. Ostatnio Sakura miała wiele stresu. Przywykła do myśli, że Hatake nie żyje. A teraz. Nagle się pojawił, przypomniał się jej cały ten ból, więc w pierwszej możliwej chwili otoczyła się murem.
- Ale myślałem, że go kocha.
- Bo kocha. Jednak to co się stało, było naturalną reakcją obronną. Nie zrobiła tego dlatego, że nic do niego nie czuje. Zrobiła to, by uniknąć bólu. Samego uczucia bólu. Nieświadomie jednak, oprócz samego bólu wyparła osobę, która go przysporzyła. A jeśli to zrobiła, to znaczy, że osoba ta musiała być ważna w jej życiu. Bądźmy dobrej myśli.
- Tak... bądźmy dobrej myśli. – szepnął całując ją w skroń. – Nie przeżyłbym, gdybyś mnie zapomniała. – dorzucił po chwili. Toshiko nic nie powiedziała, objęła go tylko mocniej, kładąc głowę w tym szczególnym miejscu, między ramieniem a szyją. Wiedziała, że gdyby dotknęło to ich, sama nie przeżyłaby zapomnienia tego mężczyzny.

(Brak przecinków, powtórzenia. Po "teraz" ciągniemy dalej zdanie)

 

~*~



           Natarczywe pukanie przebiło mroczną bańkę cierpienia. Otrząsając się z wielkim trudem, Kakashi podniósł się na nogi i lekko zataczając ruszył w kierunku drzwi. Pukanie narastało, wwiercając się agresywnie w obolałą głowę.
- Na Wielkie Bóstwa i wszystkie Demoniczne Bestie! Wyglądasz gorzej niż gówno! – krzyknął Naruto widząc twarz szarowłosego.
- Taaa... dzięki. – bąknął niewyraźnie, opierając się o ścianę. – Co z nią?
- Wszy... wszystko w porządku. – Uzumaki wchodził powoli do domu, rozglądając się uważnie, zupełnie jakby spodziewał się, że coś nagle na niego wyskoczy.
- Po co przyszedłeś?
- Zobaczyć co z tobą. Dzieci nadal u Sasuke?
- Taaa... – bąknął ponownie, jednocześnie zjeżdżając parę centymetrów po ścianie.
- Na Kage Kakashi! Spałeś w ogóle?
- Próbowałem. – kolejne ześliźnięcie.
- Człowieku! – Naruto nachylił się tak, by widzieć oczy Hatake. – Ty masz chyba gorączkę! Połóż się natychmiast! – przeraził go widok oczu mężczyzny, obłęd czający się w nich od powrotu, obłęd, który słabł każdego dnia, teraz zdawał się pływać na powierzchni, grożąc nagłym wybuchem. – Coś dobrze przeczuwałem. – mruknął, sięgając do kieszeni. Wyłożył z niej niewielką buteleczkę. – Masz. Wypij to. Tsunade mi to dała.

(Powtórzenia, brak przecinków. Po "mężczyzny" kropka i nowe zdanie, tak samo po "powrotu")

 

- Co to? – Kakashi siedział już na podłodze i starał się zogniskować spojrzenie na Hokage.
- Na sen. Bez snów. Czysty wypoczynek. No... wstawaj... – nachylił się nad szarowłosym i dźwignął go z podłogi. Następnie zarzucił sobie bezwładne ramię przyjaciela na barki i siłą pociągnął w kierunku sypialni.
- Nie... – sprzeciwił się słabo. – To sypialnia Sakury. Ja śpię tam. – wskazał ręką drzwi na końcu korytarza.
- Słuchaj. Sakura jest w szpitalu a ty potrzebujesz wygodnego wyrka. Kładź się! – pchnął bezwładne ciało na łóżko. Szybko nakrył je kocami. – A teraz pij. – wepchnął mu szyjkę butelki do ust. Wypił wszystko. – Śpij. Posiedzę przy tobie.
- Nie trzeba...
- Śpij.
- Naruto...
- Śpij.
- Ale je...
- Spać...
- ...chciałem tylko...
- Śpij, nie pierdol!
Kolejny protest został stłumiony przez twarde spojrzenie Uzumakiego. Kakashi posłusznie ułożył się do snu. Natychmiast odnalazł miejsce na poduszce, które pachniało Sakurą. Wszystko tu pachniało ją. Zwinął się w kłębek i oddalał powoli ku krainie Morfeusza. NA koniec, mając ostatnie przebłyski świadomości, powiedział bełkotliwie:
- Naruto... dziękuję...
Poczuł tylko ciepłą dłoń na ramieniu. Po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna poczuł się bezpiecznie.
- Wiedziałem, że nie wypiłeś naparu od Toshiko... kretyn...

Kakashi zasnął.

(Nie rozumiem dwóch pierwszych zdań. Braki dużych liter na początkach zdań, brak przecinków, W słowie "na" litera "a" powinna być z malej litery. Ja bym napisała "pchnął bezwładne ciało na łózko, po czym szybko je nakrył kocami")

 

~*~

 

           Już trzecią noc wpatrywała się w szary sufit swojej izolatki.
- Jak wrócę do zdrowia, każę Shigeru przemalować je na jakiś ładniejszy kolorek... albo domalować coś bardziej optymistycznego. – mruczała cicho do siebie.
Leżała i myślała. Zastanawiała się, jak może odzyskać wspomnienia o tym mężczyźnie. Odkąd odzyskała przytomność, cały czas ktoś ją odwiedzał, przyjaciele i chyba z połowa Wioski, a także chorzy przebywający w Klinice wpadali na chwilę, by z nią porozmawiać. Miłym zaskoczeniem był list od Kankuro, który wyrażał zadowolenie z jej powrotu do zdrowia oraz pozdrowienia od Gaary i Temari. Znała wszystkich, którzy ją odwiedzili, pamiętała Kazekage i jego rodzeństwo, oraz uzdrowienie jego brata. Pamiętała wszystko i wszystkich. Oprócz Hatake Kakashiego. Było to... dziwne.

(Powtórzenia, brak przecinków. Po "odwiedzał" z dużej litery zaczynamy zdanie, tak samo po "odwiedzili")

 


Był u niej często. Każdy go znał, każdy ją znał, ON ją znał, ale ona jego nie... W jego towarzystwie czuła się niepewnie. Widziała to jego spojrzenie. Mimo zmęczenia, widać w nim było jakąś tajemniczą iskrę, błysk... im dłużej na niego patrzyła, tym bliżej była granicy... były takie momenty, że już prawie... PRAWIE... przypominała sobie to co odeszło. Ale nim zdążyła to uchwycić, moment uciekał, a ona nie potrafiła sobie przypomnieć tego mgnienia.  Widziała zdezorientowane spojrzenia dzieci. I nie potrafiła im wyjaśnić, że nie pamięta ich ojca.
Nie mogła się nadziwić temu mężczyźnie. Jeśli wierzyć słowom Naruto, wrócił do Wioski jakieś dwa miesiące temu, a dogadywał się z dziećmi, jakby był z nimi cały czas. Rozumiał je, gdy mówiły po swojemu, odczytywał każdy ich gest, a maluchy wyraźnie do niego lgnęły. Amaya robiła to niby z oporami, ale cały czas zerkała na ojca, byleby tylko zobaczyć, czy nadal tu jest, czy nie zostawił ich samych w pokoju. Katsumi podchodził do niego z większą ufnością. Cieszyła się na tą wyraźną więź ojca z synem. Co nadal pozostawało dziwne... to były jej dzieci... a to ich ojciec... jednak w jej oczach... w jej oczach nadal to był KTOŚ bawiący się z JEJ dziećmi.
A to skutecznie spędzało sen z powiek.

(Brak przecinków, "były" oraz "jednak" z dużej. Przed "widziała" za dużo postawionych spacji)

 

~*~

 

           Znasz tą cudowną chwilę zaraz po przebudzeniu? Gdy jedną nogą jesteś jeszcze w krainie snu, a drugą w realnym życiu? Jest wtedy taka cudowna chwila, ulotna niczym pajęczyna na wietrze. Kiedy nie dręczą cię widma i kłopoty dnia codziennego... Ahh... chciałoby się w niej utonąć i zostać na zawsze. Tak właśnie pomyślał Kakashi... spał... w sumie sam nie wiedział ile czasu, w każdym bądź razie, był to długi sen. A po przebudzeniu przeżył tą cudowną chwilę zapomnienia. Lecz niestety... moment minął i wszystko uderzyło w niego z mocą rozpędzonego wołu. Ot życie.
Z jękiem przekręcił się na bok i zarejestrował parę rzeczy.

(Brak przecinków, "chciałoby" oraz "spał" z dużej litery. Po "czasu" rozpoczynam nowe zdanie", po "sen" ciągniemy je dalej)

 

Po pierwsze nieustanny ból głowy odszedł, a jego postrzeganie świata zmieniło się diametralnie. Poczuł się niemal tak, jakby nigdy nie brał udziału w stresującej misji. Czuł się tak, jak przed wyruszeniem na infiltracje. A to w dziwny sposób wywołało uśmiech zadowolenia na jego twarzy.
Kolejną rzeczą była parka bardzo, bardzo skoncentrowanych dzieci, co wywołało poszerzenie uśmiechu.
W następnej chwili, zdał sobie sprawę na czym dzieci się koncentrują, a to... no cóż...to spowodowało małe zamieszanie w odzyskanej przed chwilą równowadze umysłowej Hatake.

(Brak przecinków, powtórzenie)

 

- No dzieci czas coś zjeść i... NA WIELKIEGO KAGE! – Sumi w zielonym fartuszku wkroczyła do sypialni i stanęła w progu równie zmieszana, jak Kakashi.
- Co? Co się stało? – zdenerwowany Sasuke wskoczył niczym puma do pokoju z obnażonym kunaiem. I on zatrzymał się zdziwiony. Podniósł wzrok na Toshiko, a następnie z powrotem na scenę na łóżku. W następnej chwili i on i Sumi tarzali się ze śmiechu po podłodze.
- Echh... wiedziałem, że nie powinienem zasypiać. – mruknął ponuro Kakashi wpatrując się w swój brzuch. Otóż, gdy spał, jego nad wyraz kreatywne dzieci postanowiły ozdobić swojego ojca kilkoma twórczymi rysunkami. Niestety pod ręką miały tylko flamastry... więc Hatake już czuł dreszcze na myśl o szorowaniu się szorstką szczotką.
- Trzeba przyznać, mają wyobraźnię. – powiedziała Sumi chwytając Kastumiego. Sasuke nadal się śmiejąc chwycił Amayę i wyrwał jej delikatnie pisaki z rączek. – To różowe to chyba konik...

(Brak przecinków, "zdenerwowany" powinno być z dużej. Zamiast wielokropka polecałabym przecinek, powtórzenie)

 

- Ucyk! – upomniała oburzona Amaya.
- Ach, kucyk. Rzeczywiście. Piękny, różowy, na pół klaty kucyk. – Sasuke wpatrywał się w oczobijący, różowy kleks na ciele przyjaciela. – A to co, Katsumi? – Uchicha wskazał na zielonkawo-niebieski bazgroł na prawej piersi Kakashiego.
- Lulu.
- Lulu? Ale on powinien być brązowy...
- Nie ma. – maluch wskazał rezolutnie na flamastry, wśród których rzeczywiście brakowało odpowiedniego koloru.
- A Momo się nie zmieścił?

(Powtórzenie, brak przecinków, "maluch" powinno być z dużej)

 

Katsumi zamyślił się chwilę. Następnie ze zręcznością małej małpki wyrwał się z objęć Sumi i usiadł na ojcu szykując – o zgrozo – czarny pisak. Jednak Kakashi, który już jako tako doszedł do siebie, a nawet tłumił chichot wstrząsający jego ciałem, chwycił chłopca i przytulił mocno do siebie.
- Oj nie łobuziaku. Już nie malujemy po tacie.
Katsumi przekrzywił główkę i wpatrywał się zdziwiony w ojca.
- Czemu?
- Bo tatuś nie służy do malowania mistrzu... Katsumi nie! – ale nim zdążył go powstrzymać, maluch namalował sobie kreskę na obu policzkach. Kakashi zaczął się śmiać, chwycił pisak i ku uciesze synka domalował mu po dwa dodatkowe paski na obu policzkach. – No proszę. Teraz wyglądasz jak wuja Naruto.

(Powtórzenia, "ale" powinno być z dużej litery)

 

- Uja Uto!
- Amaya! Amaya tesz!
Sasuke zaśmiewając się na nowo usadził małą na łóżku, ta chwyciła fioletowy mazak i podeszła do ojca z wielkim uśmiechem.
- Amaya!
Sumi i Uchicha pokładali się ze śmiechu, a rozbawiony Hatake debatował z córeczką na temat oryginalnego „makijażu”. Stanęło na tym, że na każdym policzku zostanie narysowana gwiazdka.
- Azdeszka. – cieszyła się mała pokazując rysunek Sumi.
- Tak kochanie, gwiazdeczka. To co? Zjemy coś?
- TAAK – mruknął zdecydowanie Kakashi. – Czuję się, jakbym nie jadł parę dni.
- Kakashi. Ty rzeczywiście nie jadłeś parę dni. – mruknął nadal rozbawiony Sasuke. – Spałeś prawie dwie doby.
- Niezła drzemka...
- Taaa... ale widzę, że humorek wraca. Cieszę się, że ci lepiej.
- Mnie też stary, mnie też... No maluchy. Zjemy i idziemy pochwalić się mamie rysunkami. Czy może zmyjemy je, żeby godnie się prezentować?
Dzieci spojrzały na siebie, a następnie jednocześnie rzuciły się na łóżko zbierać mazaki.

(Brak przecinków, po "łózko" z dużej litery. Powtórzenie, "cieszyła" z dużej. Po "rysunkami" przecinek i ciągniemy zdanie dalej)

 

- A po co wam to?
- Mama. – Amaya uniosła różowy pisak. - Baba. – dziewczynka wyliczała wybierając kolejne kolory.
- Uja! – uradowany Katsumi uniósł żółty i błękitny.
- Hmm... a nie sądzicie, że wujek Sasuke i ciocia Sumi będą smutni bez rysunków?
- Nie, nie trzeba... – zaczęła szybko zaprzeczać Toshiko.
- Ładnie? – zapytała z nadzieją Amaya.
- No dobrze. – Sumi skapitulowała szybko, patrząc w zielone oczka dziewczynki. – Ale tylko na ręce.
- Tchórz. – mruknął Sasuke, który poddawał się twórczym torturom na twarzy, czynionym przez Katsumiego.
Hatake patrzył na tę scenę rozbawiony. I choć ta magiczna chwila zaraz po przebudzeniu minęła, zdał sobie sprawę, że tak też jest dobrze.
- No maluszki idziemy. Tatuś musi sprawić, żeby mamusia na nowo się w nim zakochała.
- Nooo... i to jest godny plan. – Sasuke klepnął go przyjacielsko po plecach. – Cieszę się, że wróciłeś. – szepnął, gdy Sumi z dziećmi zniknęła w kuchni.
- Tak... ja też. Zabrało mi to trochę czasu. Wiesz? Mimo tego wszystkiego, co się stało, mam takie uczucie, że w końcu wszystko jest takim, jakim być powinno.
- Ale Sakura...
- Nie słyszałeś? Sprawiłem, że zakochała się we mnie raz... do licha ciężkiego, mamy dzieci! Więc zrobię to raz jeszcze. Rozkocham ją w sobie.

 

(Brak przecinków, "dziewczynka", "uradowany". "do", "i", oraz "a" powinno być z dużej litery. Brak znaku zapytania. Po "czasu" powinien być przecinek i ciągniemy zdanie dalej")

 

No cóż... Autorka popełnia dużo błędów interpunkcyjnych, ale największy problem jest z przecinkami. Powinnaś zwracać większa uwagę kiedy kończyć zdanie, a kiedy je ciągnąć. Czasami nie mogłam połapać się o co chodzi w treści. Występują niezrozumiałe zdania. Tak samo radze pisać teksty bogate w słownictwo, aby nie powtarzać danych słów. Nie mogę dać za dużo punktów, przykro mi.

Liczba otrzymanych punktów: 10/30

 

Tematyka

Nazwa oraz fabuła mówią jednoznacznie: Twój blog jest o Naruto. Na początku bloggerstwa był to rzadki temat, jednak został on rozpowszechniony. Mnóstwo ludzi pisze miłosne historie z bohaterami z tego anime. Nie ma w tym nic oryginalnego, a więc przydzielam mało punktów.

Liczba otrzymanych punktów: 2/10

 

Punty dodatkowe

Owe punkty mogę przydzielić. Za co? Jako pierwsze miejsce zajmuje słowniczek, który jest przydatny. Drugie miejsce zajmuje masa albumów ze zdjęciami. Co tu dużo więcej mówić?

Liczba otrzymanych punktów: 5/5

 

Podsumowanie

Otrzymana ilość punktów: 29

Maksymalna ilość punktów: 80

Ocena:   Wystarczająca

 

Zawsze mogło być lepiej, nie sądzisz...? Przy pisaniu tekstów, zwracaj uwagę na błędy, jakie popełniasz. Pamiętaj o interpunkcji, która jest bardzo ważna. Tak samo proponuje zrobić porządek na blogu, ponieważ panuje na nim wielki bałagan. To wszystko na dziś, życzę miłego wieczoru.



Lukaszusia 20:20:40 1/08/2012 [Powrót] Komentuj



Możesz mi nie spamować? :D
ABC 11:56:22 2/08/2012
user-46-113-135-71.play-internet.pl | brak www IP: 46.113.135.71

Nie chciałabym się tutaj wtrącać w tą ciekawą dyskusję, ale notabene sądzę, iż osoba pisząca dwa komentarze ma rację w tym, co napisała, ale nie na tym blogu. Tak, jak moja koleżanka powiedziała, ocenia się tu tematykę, a nie pomysł. Kiedy pracowałam na wcześniejszej ocenialni, pod uwagę był brany pomysł i ciekawość bloga. De facto nie rozumiem o co się rozchodzi cała wrzawa, bo w rzeczywistości sądzę, że osoba pisząca te dwa komentarze powinna również czytać ze zrozumieniem, a nie po wszystkim mieć pretensje. Na ocenialnię można zgłaszać się dobrowolnie i z pewnością kierować wszelkie prośby oraz pytania do oceniających, nim zacznie oceniać. Ach... Co do błędów mojej koleżanki, takich jak brak "ą" czy "ć", jest uzasadnienie, nie ma ona polskich znaków w komputerze. Ponadto każdy z nas jest jedynie człowiekiem i może mu się zdarzyć popełnić błąd. Można oczywiście wskazać, gdzie się znajduje. Tutaj chodzi o to, żeby ćwiczyć i stawać się coraz lepszym.
Kimiko 10:54:05 2/08/2012
176-96-147-170.LAN4.mega-net.pl | brak www IP: 176.96.147.170

Na samej górze jest SPAMOWNIK! Ciężko się rozejrzeć po blogu?!
V 10:31:56 2/08/2012
83-238-26-1.ip.netia.com.pl | brak www IP: 83.238.26.1

Dodatkowo chcialabym powiedziec, ze to jest smieszne, ze jedna osoba pisala dwa komentarze :) Po czym rozpoznaje? Po adresie IP, wiec gratuluje rozumu :)
Angelika 01:57:19 2/08/2012
leer-4d0a9a2f.pool.mediaWays.net | brak www IP: 77.10.154.47

Mile panie, ja oceniam tematyke, a nie pomysl na opowiadanie:) Wydaje mi sie, ze ktos tu nie potrafi czytac, czyz nie ;)? Tematyka bloga to Naruto, wiec w czym problem? A do tego, czy jestem malo inteligenta, czy nie, to mysle, ze to juz jest moj problem :)
Angelika 01:50:23 2/08/2012
leer-4d0a9a2f.pool.mediaWays.net | brak www IP: 77.10.154.47

Zgadzam się z poprzedniczką. W tematyce nie chodzi o to, ile jest blogów w danym temacie, tylko o czym one są. To, że 500 osób pisze o bohaterach anime "Naruto", wcale nie znaczy, że wszystkie 500 będzie o tym samym. Oryginalność to napisanie czegoś w sposób taki, jaki jeszcze nie został stworzony przez nikogo. Oczywiście jeśli rozumiesz o co mi chodzi... Bo czytając tą ocenę i poprzednią, dochodzę do wniosku, że jesteś mało inteligentna, bo jak widać w wielu momentach nie umiesz połapać się o co chodzi autorkom. A to dziwne, bo jakoś osoby czytające te blogi świetnie rozumieją, co autorka miała na myśli. Co do Twojej krytyki ich błędów: nie wypowiem się na temat błędów, jakie robisz ty...
Kate 01:14:12 2/08/2012
78-157-184-68-dynamic.silesnet.pl | brak www IP: 78.157.184.68

Mam jedno pytanie? Czy odnosząc się do tematyki nie powinnaś zwrócić uwagi nie na to, czy to blog o anime Naruto, tylko na koncepcję opowiadania? Moim zdaniem napisanie "nie ma w tym nic oryginalnego" jest głupie, ponieważ ona wymyśliła ciekawy pomysł na opowiadanie, a to czy to "Naruto", czy nie i czy wiele osób pisze historyjki miłosne związane z bohaterami tego anime, to nie ma znaczenia. Liczy się pomysł opowiadania, a nie ilość blogerów piszących o bohaterach Naruto. Tyle z mojej strony.
XXX 00:56:26 2/08/2012
78-157-184-68-dynamic.silesnet.pl | brak www IP: 78.157.184.68